<title_newspaper="Sztandar Modych"> 
<title_article="Sidme wito urodzaju"> 
<author_1=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1951">
<month="09">
<date=1951-09-12>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Par dni mino zaledwie od chwili, gdy przy majestatycznych dwikach prastarej pieni niwnej redniorolny chop  Edmund Ratajczak przekaza Prezydentowi w imienia milionw pracujcych chopw wieniec doynkowy uwity z kosw i kwiatw.
Po raz sidmy obchodzili chopi pracujcy  a wraz z nimi nard cay  w Ludowej Ojczynie wolnej od panw i fabrykantw  wito urodzaju. Po raz sidmy ci, ktrzy zaopatruj kraj w chleb po pomylnych zbiorach bez strachu patrz w nadchodzc przyszo, pewni, e owocw ich pracy nie zabierze im sanacyjny sekwestrator, nie bd musieli jak przed wojn odda wikszoci zb jako zwrot za lichwiarskie poyczki. Po raz sidmy radonie witujc doynki  manifestowali oni swoje przywizanie do wadzy ludowej, ktra zapewnia im mono budowania dostatniej ycia, bez strachu o jutro.
I nigdy chyba tak, jak w tym roku, doynki nie byy dowodem tego ogromu przywizania i zaufania, jakim cieszy si wrd pracujcych chopw wadza ludowa. Stwierdzi to kady, kto by wiadkiem olbrzymiego entuzjazmu dziesitkw tysicy zebranych w Poznaniu z caej Polski chopw; kady kto widzia jak gromady chopw, naruszajc czsto porzdek pochodu, przystaway chocia na kilka minut przed trybuna, by po prostu od siebie pozdrowi Prezydenta, rzuci jeszcze kilka serdecznych okrzykw; kady, kto patrzy na stare, moe 90-letnie chopki, ktrych cikie ycie nie uczyo nigdy publicznego manifestowania swojej radoci, a ktre tego dnia miay si i klaskay jak mode; kady, kto by wiadkiem tumnego biegu dzieci chopskich, ktre jak gromada rozwiegotanych wrbli obiegy trybun i drog, po ktrej szed Prezydent z Marszakiem i Premierem po to, by rzuci im kwiaty czy choby machn z bliska w serdecznym pozdrowieniu rk.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
